Czy roboty przejmą kontrolę nad światem?

Czy roboty przejmą kontrolę nad światem?

Lubimy się bać. I narzekać też trochę lubimy. Załamujemy ręce nad coraz mniejszą popularnością i przydatnością zawodów rzemieślniczych, niezależnie od wieku tęsknimy za dawnymi czasami, w których ludzie byli dla siebie milsi, a trawa bardziej zielona. STOP!

Wszyscy to znamy, prawda? A przecież wizja przyszłości wcale nie musi być czarna. Przeciwnie – może się jawić w bardzo jasnych barwach, a wszystko za sprawą… robotów!

Nasz przyjaciel Robot

Robuś, Robbie, Rob – nazywaj go, jak chcesz; oswajaj, jak umiesz; dobrze go poznaj, bo prędzej czy później będziesz musiał się z nim zaprzyjaźnić. I to wcale nie musi być szorstka relacja. Robot zabierze ci pracę? Możliwe, ale co w tym złego?

Dominuje jedna (określona) wizja przyszłości, w której musimy współdzielić Ziemię z robotami. To zazwyczaj wizja ponura, w której stajemy się ofiarami dużo mądrzejszych od nas maszyn. Kinematografia, literatura, sztuki wizualne – wszyscy nas straszą, a my nad wyraz chętnie ulegamy tym lękom. Drżą pracownicy korporacji, których czynności z łatwością mogą być zastąpione przez inteligentne roboty. Swoje dni w pracy odliczają też pracownicy fabryk, szczególnie ci przy taśmach produkcyjnych, oraz wszyscy wykonujący proste czynności. Nieuchronnie zbliżamy się do końca świata, jaki znamy. Czy naprawdę mamy powody, żeby się bać?  

I tak, i nie. Bo z jednej strony nie zmniejszy się zatrudnienie, ale zmienią się umiejętności, których będą poszukiwać pracodawcy. Rzeczywiście, może się okazać, że niektóre zawody nie będą już tak potrzebne, jak były przedtem. To nieuchronna zmiana, na którą po prostu trzeba być gotowym.

3

Ale pamiętajmy, że robot niekoniecznie musi być intruzem, a wręcz może znacznie ułatwić nam wykonywanie obowiązków i odciążyć nas w wielu czynnościach. Bo co złego jest w tym, że robot wykona za nas nielubiane przez nas czynności? Wyobraźcie sobie świat, w którym roboty prasują za nas koszule – ja nie miałabym z tym problemu.

Ale żarty na bok.

Na początek rozprawmy się z kilkoma mitami. Jak się okazuje wzrost gospodarczy i rozwój technologiczny generują większe zapotrzebowanie na pracowników. Nie spełniły się czarne wizje luddystów, ani technosceptyków – automatyzacja i mechanizacja czyni wykonywanie pewnych zawodów łatwiejszymi i pozwala zoptymalizować czas pracownika. A więc zyskujemy – 1:0 dla nas.

Przypominacie sobie krytyczne głosy w sprawie prac nad samochodami sterowanymi za pomocą sztucznej inteligencji? A szacuje się, że po wprowadzeniu ich do powszechnego obiegu, ilość wypadków diametralnie spadnie, co za tym idzie – śmiertelność na drodze. Dlaczego? Bo najsłabszym elementem układanki był do tej pory człowiek za kierownicą – podatny na zmęczenie, z zaburzoną koncentracją, nierzadko prowadzący pojazd pod wpływem używek. A samochody wyposażone w sztuczną inteligencję, radary i czujniki reagujące na otoczenie w czasie rzeczywistym są w stanie samodzielnie prowadzić maszynę minimalizując ryzyko praktycznie do zera.

Kłopoty w raju?

Jednak automatyzacja może mieć (i ma) swoje cienie. Wyobraźmy sobie pracownika taśmy produkcyjnej, który przez cały dzień dokręca śrubki w tym samym urządzeniu. I z pozoru wszystko jest proste – jego stanowisko jest łatwo zastępowalne przez robota, pracownik odchodzi od taśmy i może zająć się kreatywnym i mniej powtarzalnym zajęciem. Ale co w sytuacji, gdy kompetencje pracownika nie są zbyt duże i nie radzi sobie z wykonaniem bardziej skomplikowanych czynności? Prawdopodobnie zostanie pozbawiony pracy i straci źródło utrzymania. Jest na to sposób, i nazywa się Bezwarunkowy Dochód Podstawowy. To comiesięczna suma, którą otrzymuje każdy obywatel niezależnie od tego, czy pracuje zawodowo, czy nie. To kwota, która wystarcza na podstawowe potrzeby i utrzymanie się.

I choć ten system nie jest idealny, to jest pewnym alternatywnym projektem. Wbrew temu, o co oskarża się pomysłodawców tej wizji, Bezwarunkowy Dochód Podstawowy nie będzie wpływał na powszechne nieróbstwo, przeciwnie – pozwoli ludziom na uwolnienie swojego potencjału, podejmowanie zawodowego ryzyka (bo i tak nasz byt jest zabezpieczony), a w konsekwencji przyczyni się do szybszego rozwoju cywilizacyjnego. Brzmi utopijnie? Może trochę, przyznaję.  

Made in China

W jednej z chińskich fabryk 256 pracowników produkcji zostało zastąpionych przez 9 maszyn. Zainstalowanie tych robotów kosztowało dokładnie tyle, co roczna pensja tych pracowników. Czy to się w ogóle opłaca? – można pomyśleć. Musi się opłacać, Chiny kupują najwięcej robotów na świecie – rocznie aż 36 tysięcy. Kupują nie tylko maszyny, ale całe zagraniczne firmy, które je dla nich produkują. Jak sami przewidują – w perspektywie 20 lat większość zawodów będzie mogła z łatwością być zastąpiona przez roboty.  

Końca świata nie będzie

Nie ma sensu martwić się jednak na zapas, choć trzeba być elastycznym i przygotowanym na zmiany, ale to akurat nic nowego w naszym pędzącym świecie.

Są grupy zawodowe, które mogą liczyć na zapotrzebowanie zawsze – to oczywiście programiści, inżynierowie IT oraz wszystkie te profesje, które ściśle wiążą się z technologią. Będą potrzebni choćby po to, żeby tworzyć roboty, pisać skomplikowane algorytmy i czynić sztuczną inteligencję mniej sztuczną.

I na koniec najważniejsze – robot nie zastąpi z pewnością bliskości drugiego człowieka, i prawdopodobnie żaden, nawet najbardziej zaawansowany algorytm nie jest w stanie zaspokoić jednej z najważniejszych ludzkich potrzeb. Dlatego nie bójmy się  przejęcia świata przez inteligentne maszyny – bez człowieka będą tylko kupą złomu, całkiem sprytną, ale jednak tylko złomu.

Katarzyna Gądek

view all post

By Daniele Zedda • 18 February

← PREV POST

By Daniele Zedda • 18 February

NEXT POST → 34
Share on