Od kodu do kiszonek. Jak programista zbudował e-commerce na rodzinnych recepturach?
Gość: Bartosz Jurga, Kiszone Specjały
Słuchaj lub oglądaj na:
W tym odcinku
✔️ Dowiesz się jak kiszonki z rodzinnej hurtowni zamieniły się w sklep internetowy generujący 85% całkowitych przychodów marki
✔️ Odkryjesz jak pandemia stała się nieoczekiwanym akceleratorem sprzedaży kiszonych specjałów
✔️ Zrozumiesz dlaczego umiejętności programisty frontendowego mogą okazać się zaskakująco przydatne w prowadzeniu e-commerce
✔️ Odkryjesz dlaczego to właśnie babcia – a nie żaden płatny influencer – stała się jedną z najmocniejszych twarzy marki
✔️ Dowiesz się jakie scenariusze marketing automation warto wdrożyć jako pierwsze – i dlaczego edukacja klienta po zakupie jest równie ważna jak pozyskanie go
✔️ Poznasz filozofię stojącą za Ptaki latają kluczem – zamkniętą społecznością dla przedsiębiorców, którzy chcą budować biznes z sercem, bez chaosu i osamotnienia
Bartosz Jurga, współzałożyciel marki Kiszone Specjały, opowiada w podcaście Kierunek E-commerce o tym, jak rodzinna hurtownia owoców i warzyw przerodziła się w prężnie działający sklep internetowy z kiszonkami i produktami fermentowanymi.
Rodzinne korzenie i start z Facebooka
Historia Kiszonych Specjałów sięga ponad 30 lat wstecz – dziadek Bartka handlował warzywami i owocami, a ojciec z bratem prowadzili hurtownię, przy której sprzedawali kapustę kiszoną i ogórki robione według rodzinnych receptur. Przełom nastąpił, gdy tato Bartka wpadł na pomysł, żeby zabutelkować soki powstające przy kiszeniu – zakwas z buraków i sok z ogórków, które wcześniej po prostu wylewano.
Bartek, z wykształcenia programista frontend, w listopadzie 2019 roku założył stronę na Facebooku i zaczął tam sprzedawać produkty. Schemat był prosty: zdjęcie robione telefonem, opis w języku korzyści, a zamówienia obsługiwane przez Messengera i Google Sheet, który widziała mama – jednocześnie pakowaczka, logistyk i obsługa klienta. Bartek działał z Wrocławia, mama z garażu rodzinnego domu 100 km dalej.
Pandemia jako nieoczekiwany akcelerator
Choć początek pandemii przyniósł stres i niepewność – brak budżetu na zapasy, ciasny magazyn, zerwane łańcuchy dostaw – to finalnie COVID zadziałał na korzyść marki. Ludzie zamknięci w domach zaczęli interesować się zdrowiem i odpornością, telewizje śniadaniowe regularnie mówiły o kiszonkach, a Polacy masowo uczyli się zamawiać jedzenie przez internet. Dodatkowy boost dał artykuł w mambusiness.pl o Polaku sprzedającym kiszonki online – sprzedaż skoczyła 10-krotnie, z kilku do 50–70 zamówień dziennie.
Lekcje z pierwszych lat – błędy w wycenie i logistyce
Bartek otwarcie przyznaje, że przez pierwszy rok firma praktycznie nic nie zarobiła. Ceny ustalał intuicyjnie, nie uwzględniając zwrotów, reklamacji, ZUS-u ani kosztów pakowania. Dopiero z czasem – a zwłaszcza przy okazji rebrandingu i wprowadzenia nowej marki – zaczął stopniowo podnosić ceny do racjonalnego poziomu.
Pakowanie „żywych” produktów fermentowanych to osobne wyzwanie. Kratownice na butelki, folia bąbelkowa, streczowanie zakrętek, foliopaki na wypadek wycieków i 5-warstwowe kartony – wszystko to szlifowane latami prób i błędów. Dla najważniejszych aglomeracji firma korzysta z DPD Food z dostawą autem chłodniczym.
Programista w e-commerce
Doświadczenie programistyczne okazało się bezcenne. Rozumienie jak działają systemy IT, integracje, frontned i backend pozwoliło Bartkowi samodzielnie konfigurować sklep, integrować się z firmami kurierskimi i rozwiązywać problemy bez pomocy technicznej. Kluczowa umiejętność z programowania? Debugowanie – czyli umiejętność zadawania dobrych pytań i szukania źródła problemu.
Babcia jako najlepsza twarz marki
Bartek jest główną twarzą Kiszonych Specjałów, ale prawdziwą gwiazdą social mediów okazała się… babcia. Naturalna, uśmiechnięta, gotująca i piekąca przez całe życie – babcia mówi do kamery z taką swobodą i ciepłem, że widzowie komentują, iż od razu robi im się ciepło na sercu. Każda większa kampania wymaga teraz wizyty u babci z kamerą, bo „babcia dobrze sprzedaje”.
To podejście daje wymierne efekty: 35 milionów zasięgów w social mediach w ostatnim roku, 5,5 miliona wejść na stronę i – co dla Bartka najcenniejsze – spontaniczne, pozytywne opinie klientów pod postami, nawet pod reklamami sponsorowanymi.
Marketing automation i edukacja klienta
Firma korzysta z narzędzi marketing automation od około dwóch lat. Kluczowe scenariusze, które Bartek poleca początkującym sklepom:
- Porzucony koszyk – mail do klienta, który nie dokończył zamówienia
- Brak rejestracji po założeniu konta – przypomnienie o złożeniu zamówienia
- Reaktywacja klienta – mail wysyłany po upływie średniego czasu między zamówieniami
- Sekwencja onboardingowa – seria maili po pierwszym zakupie z informacjami jak przechowywać i używać produkty, przepisami i rytuałami zdrowotnymi
Bartek podkreśla, że edukacja klienta po zakupie jest równie ważna jak jego pozyskanie. Kiszone Specjały pełnią rolę swoistego „dietetyka” dla nowych klientów, a wielu prawdziwych dietetyków spontanicznie poleca ich produkty swoim podopiecznym.
Ptaki Latają Kluczem – społeczność dla przedsiębiorców z sercem
Po wystąpieniach na konferencjach Bartek zauważył, że wielu przedsiębiorców zmaga się z osamotnieniem, blokadami mentalnymi i brakiem wsparcia. Tak powstał projekt Ptaki Latają Kluczem – płatna, zamknięta społeczność subskrypcyjna, która łączy edukację, networking i wzajemną motywację.
Społeczność oferuje regularne spotkania online (w tym sesje „focus session” z włączonymi kamerkami i wyłączonymi mikrofonami dla zwiększenia produktywności) oraz spotkania stacjonarne. Kolejny nabór planowany jest na wiosnę 2026.
Rady Bartka dla startujących w e-commerce
- Testuj najniższym kosztem – zacznij od strony na Facebooku, jednej karty produktu albo marketplace’u, zanim zainwestujesz duże pieniądze.
- Korzystaj z ekspertów od początku – konsultacja za 500–1000 zł oszczędzi lat samodzielnego uczenia się na błędach.
- Bądź konsekwentny – Bartek publikuje w social mediach nieprzerwanie od 219 tygodni. To konsekwencja, nie złoty środek, jest kluczem.
- Stosuj zasadę Pareto – 20% działań i produktów generuje 80% sprzedaży. Skup się na tym, co działa.
- Bądź autentyczny – w dobie AI-generowanego contentu prawdziwa, osobista komunikacja wyróżnia się coraz bardziej. Nie bój się mówić swoim językiem, pokazywać wzloty i upadki.
Transkrypcja:
Marta Jabłońska (edrone): Cześć! Z tej strony Marta z podcastu Kierunek e-commerce, a moim dzisiejszym gościem jest Bartosz Jurga, współzałożyciel marki Kiszone Specjały. Cześć Bartek.
Bartosz Jurga (Kiszone Specjały): Cześć Marta, dzięki za zaproszenie.
Marta Jabłońska (edrone): Ja dziękuję, że zgodziłeś się na rozmowę. I na początek mam dla Ciebie takie pytanie rozgrzewkowe. Gdybyś miał polecić trzy kiszonki, które na stałe powinny wejść do diety każdego chcącego zdrowo się odżywiać człowieka, to co by to było i dlaczego?
Bartosz Jurga (Kiszone Specjały): Tego się nie spodziewałem, na początek pytania. Zdecydowanie zakwas z buraka. Polecam sobie wyrobić taki nawyk, żeby przed śniadaniem pić zakwasu jakieś 150 ml, żeby codziennie zasiedlać mikrobiotę i zwiększać wchłanianie przed śniadaniem. Właśnie specjalnie, bo zakwas pomaga lepiej wchłaniać składniki odżywcze i poprawia pracę jelit i wzmacnia odporność. Czyli to jest taki eliksir, który daje podwaliny naszemu organizmowi, żeby wszystko inne dobrze działało, a jelita mają tutaj duże znaczenie. No i żeby to wzmocnić, żeby urozmaicić i uróżnorodnić tą florę bakteryjną, to polecam w ciągu dnia sobie codziennie chwytać jakąś kiszonkę, dorzucać do obiadu odrobinę. Chociaż i jak miałbym wybrać jedną, to ja klasycznie kapustę kiszoną bym wybrał. I na koniec ocet jabłkowy. Polecam gorąco, żeby przed węglowodanowymi posiłkami przyjmować odrobinę octu jabłkowego rozcieńczonego z wodą, bo on pomaga redukować skoki glukozy. A tutaj prawdopodobnie nas słuchają osoby, które lubią działać dużo i produktywnie i na wysokiej energii. I jak mamy zjazdy energetyczne to się nie cieszymy, a zjazdy powodowane są głównie przez skoki glukozy. No i właśnie tutaj ocet nam w tym pomoże. Może to nie kiszonka, aczkolwiek my w kiszonych ciałach po prostu fermentem stoimy, więc ja kiszonki zamieniam z fermentowanymi produktami.
Super, fajne wprowadzenie, fajne porady i od razu myślę, że od tego możemy przejść do pytania o historię kiszonych specjałów. I jak to się wszystko zaczęło? I które z tych trzech produktów były w ofercie od samego początku.
Od początku była kapusta i zakwas. A historia się zaczęła już 30 ponad lat temu. Bo zacznę od dziadka, który jest nestorem w naszej rodzinie takich spożywczych rzeczy. Dziadek miał sady i handlował warzywami przez całe życie. Odszedł od nas jak miałem kilka lat, a jak był to mieszkaliśmy z nim i z babcią. Ale dziadka mało było w domu, bo on całe życie gdzieś jeździł i handlował warzywami i owocami. I 30. Parę lat temu, właśnie koło mojego urodzenia. Rodzice nie rodzice, tylko tato z bratem założyli hurtownię owoców i warzyw, gdzie handlowali warzywami i owocami i sprzedawali na początku kapustę kiszoną, którą robił dla nich dziadek w beczkach. A później doszły też ogórki kiszone, które zrobili według receptury dziadka od strony mamy i przez 30 lat sprzedawali przy hurtowni ogórki i kapustę, a później pod parę lat, bo ta hurtownia już nie istnieje i tamta firma. Ale parę lat przed końcem jej działania tato wpadł na pomysł, żeby za butelkować te soki, które powstają z ogórków i kapusty, bo zawsze je wyrzucał. A jego, jak to żyłka handlowca, serce bolało jak coś było wyrzucane do śmieci. A gdzieś tutaj się dowiedział od pani doktor, że tam są zdrowe bakterie i witaminy i to jest grzech wylewać. Więc zabutelkował, wymyślił w tym samym czasie sok z buraków i trochę podziałał.
Trochę mnie zaczepiał, żebym ja z nim się zajął tymi rzeczami. U nich główna część to nadal była hurtownia. To były te produkcyjne tematy przy okazji, a ja się w pewnym momencie zainteresowałem. Zawsze chciałem mieć swój biznes, ale po studiach na Politechnice zostałem programistą. Przez 4 lata programowałem frontend w różnych firmach i kombinowałem nad jakimś swoim projektem jednym i drugim, a one nie ujrzały światła dziennego. A zaczął mnie tato zaczepiać, żeby sprzedawać te produkty szerzej. Sprytnie podsyłał mi artykuły na blogach od ekspertów, którzy mówili, że zakwas z buraka wpływa na anemię, pomaga w odporności i innych rzeczach i kiszonki generalnie. I to był taki moment, gdzie te produkty jeszcze nie były tak popularne jak teraz. I generalnie świadomość na temat zdrowego stylu życia i różnych diet w Polsce nie była tak rozwinięta jak w tym momencie. Więc trochę to było ryzykowne, a trochę wyczuliśmy moment, w którym w sklepach tych produktów było mało. Testowaliśmy. Tato, zresztą ja wtedy nie byłem przekonany do tych produktów, ale tato przy mnie częstował wszystkich zakwasem i wszyscy się dziwili, że coś z buraka i to jeszcze kiszonego, może tak dobrze smakować. I w pewnym momencie po prostu przy rodzinnym stole mówi: Dawaj, ja ci dam te produkty, które mam w sumie i zbierają super opinie. Mama jest nauczycielką i po godzinach pracy ma czas, żeby pakować paczki. A w domu rodzinnym mają rodzice duży garaż, gdzie może być magazyn, nasze centrum logistyczne i możemy stamtąd wysyłać. A ty potrafisz w komputer, więc weź tam coś wymyśl, żeby to sprzedawać. No i ja wymyśliłem wtedy sklep internetowy i nie od razu to działało na sklepie internetowym, bo najpierw założyliśmy na stronę na Facebooku, w której sprzedawaliśmy. I taki był start.
Wy zaczynaliście w 2019 roku, prawda?
Tak, listopad 2019. Chyba inicjacją były pierwsze posty na Facebooku.
I to jest taki okres. No wiadomo, zaczynała się wtedy pandemia. I pytanie, czy pandemia trochę pomogła Wam w starcie biznesu, czy raczej mocno przeszkadzała?
Wpłynęła tak, że było stresująco i niepewnie, bo to były pierwsze miesiące naszego działania, więc w ogóle wszystko było niepewne. Wtedy nie mieliśmy na nic miejsca, nic nie potrafiliśmy robić, nie mieliśmy żadnych procesów ani doświadczenia w prowadzeniu sklepu internetowego, pakowaniu paczek, szukaniu materiałów, działania z kurierami. Więc uczyliśmy się wszystkiego i dużo robiliśmy błędów. I tak naprawdę to nie wiedzieliśmy, czy nam to się opłaca, czy nie. I dużo było fakapów i bolesnych rzeczy, błędów. I pandemia wpłynęła tak dokładnie, że nam kurierzy i dostawcy kartonów na przykład albo etykiet mówili, że po pierwsze będą rosły ceny, będzie brakowało materiałów, bo zerwane łańcuchy dostaw, problemy z transportem. Więc weźcie sobie najlepiej w tym momencie zamówcie dużo, żebyście mieli na zapas. A my nie mieliśmy po pierwsze budżetu, żeby zamówić dużo, a po drugie w tym garażu, który był nieduży, nie mieliśmy miejsca, żeby magazynować dużo, więc zamawialiśmy na bieżąco cały czas tyle, ile mogliśmy. Łańcuchy nie zostały przerwane. Nie było nigdy tak, że nie dostaliśmy jakiejś dostawy, więc to było tylko takie powiedzmy, straszenie i niepewność. A finalnie pandemia wpłynęła pozytywnie, bo ludzie zostali zamknięci w domach, zostali wystraszeni różnymi chorobami, przez co zaczęli interesować się zdrowiem, zaczęli dbać o odporność. Telewizje śniadaniowe zaczęły mówić o kiszonkach regularnie i my mieliśmy peak sprzedaży w sklepie internetowym, takie, że nie wiedziałem skąd. Telewizji nie oglądam, a później się dowiadywałem od kogoś, że rano w jakiejś śniadaniówce mówili o kieszonkach i znajdowali akurat wtedy ludzie. No i przez to, że byli zamknięci w domach, nie mogli się kontaktować i wychodzić do sklepów. Za bardzo to nauczyli się zamawiać przez internet, więc te czynniki zadziałały nam bardzo dobrze.
Wróćmy jeszcze do sprzedaży na Facebooku, bo to też jest dosyć ciekawy temat. Ja rozumiem, że Ty po prostu założyłeś profil kiszone specjały i zacząłeś tam wrzucać zdjęcia produktów. Zakładam, że jeszcze z hurtowni twojego taty. Czyli to nie była ta szata graficzna kiszonych specjałów, która jest teraz. I jak udało Ci się zachęcić klientów do kupowania tych produktów i też zacząć budować tę społeczność?
To była zabawna sytuacja. Teraz, jak patrzę z perspektywy czasu, bo pierwsze sprzedaże odbywały się przez stronę na Facebooku, wtedy się to nazywało fanpage i ja po prostu pisałem post z grafiką, jakimś zdjęciem zrobionym z telefonu. To było sześć lat temu. Czyli ja miałem jakiegoś Huawei’a. Nie wiem ile on miał z 2 megapiksele, czy coś takiego nie było. Nie była to super jakość zdjęcia. Ja nie wiedziałem wtedy. Teraz mam jakieś światła zapalone jak rozmawiamy, bo wiem, że światło jest istotne i wpływa na jakość. Wtedy tego nie wiedziałem, więc po prostu cykałem jakąś fotkę. Wiedziałem, że etykieta musi być do przodu i produkt mniej więcej w środku aparatu kadru i tyle. W Canvie to szybko obrabiałem wcześniej gdzieś tam się nauczyłem obróbki graficzneji. Bo się kiedyś bawiłem Photoshopem i wrzucałem to na stronę. Też wcześniej trochę marketingu się nauczyłem, więc nauczyłem się takiego języka korzyści i pisania, żeby człowiek był zachęcony do zakupu. Pisałem, że produkty są takie, wpływają i takie mają właściwości. Takie robimy zdjęcie bez człowieka, tylko produktów i zapraszam do napisania wiadomości. Jeśli chcesz kupić, to my Ci wyślemy w Polsce kurierem. Wtedy też żywność w Polsce wysyłana nie była tak popularna jak teraz. Mało kto się do tego przekonywał I takie sklepy internetowe z żywnością były kilka tylko, więc też pandemia to mocno uruchomiła. I co mnie zaskoczyło? Sporo osób pisało, że oni chcą. Ja im wysłałem numer konta, oni robili przelew, przysyłali mi adres do dostawy i potwierdzenie przelewów na Messengerze. Ja to wrzucałem do Google Sheet, który widziała mama. I to był nasz WMS i lista zamówień i byliśmy zdalnie ja we Wrocławiu, a mama w naszym garażu 100 kilometrów dalej. Bo ja wtedy pracowałem i robiłem to w trakcie pracy albo po godzinach. I mama zamawiała kuriera, pakowała paczkę, wysyłała.
A pracowałeś jako programista? I tutaj pytanie co z zawodu programisty udało Ci się przenieść do świata e-commerce?
Myślę, że takie samo kodowanie raczej nie, mało kodu jakiegokolwiek. Napisałem. Ewentualnie trochę postymulowałem na sklep internetowy, ale to tak naprawdę minimalnie, bo silnik, na którym działamy ma średnie możliwości. Ale na pewno pomogło wyszukiwanie informacji, zrozumienie jak działają systemy informatyczne, czyli że tutaj mam wygląd sklepu. To jest frontend, tam jest backend, tam jest jakaś baza danych, tu jak kliknę, to się dzieje. To, że się wysyła tu i tam, tutaj, że część jedna należy do z naszego systemu platformy sklepu internetowego, a na przykład jak zlecamy wydruk wygenerowanie etykiety, to tam ona się generuje, część idzie do systemu firmy kurierskiej, więc ja wiem, jakie są połączenia, integracje, co gdzie działa i potrafię wszystko przeklikać i skonfigurować samemu. Rozumiejąc jak to działa mniej więcej. A jak nie wiem, to potrafię znaleźć informację, żeby to skonfigurować, więc nie musiałem praktycznie nigdy korzystać z pomocy technicznej tutaj. I też myślę, że bardzo istotną rzeczą jest, że w programowaniu dużo jest takiego debugowania i grzebania po prostu w systemie, Nawet w rzeczach, których nie widziałeś wcześniej. Ty nie zbudowałeś, ale coś przestało działać i musisz znaleźć źródło problemu. I to generalnie w życiu pomaga bardzo i w każdym projekcie, żeby zadawać dobre pytania sobie szczególnie i dobrze sformułować problem. Żeby wiedzieć, gdzie szukać jego rozwiązania albo wiedzieć, jak kogoś zapytać i do tego dotrzeć.
A po jakim czasie od momentu założenia profilu na Facebooku pojawił się sklep internetowy?
Po trzech miesiącach w lutym zaistniał.
I mieliście tak, że od razu pojawiło się wielu klientów? Czy to się rozwijało powoli?
Przez te pierwsze miesiące? Do założenia sklepu i miesiąc później było takie parę zamówień dziennie. Czyli bez szału. A. Po miesiącu. Napisano o nas artykuł w mambusiness.pl, który gdzieś trafił do Google News, że Polak sprzedaje kiszonki, sok z kiszonych ogórków w internecie i na tym zarabia. Coś w tym stylu. I to sprawiło, że mieliśmy 10 razy więcej zamówień dziennie, czyli po 50-70 nawet w rekordowym dniu. Nie pamiętam jak to się później wypłaszczyło, bo to po pewnym czasie, po tygodniu czy dwóch spadło. W każdym razie to nam zrobiło mocny zamęt, bo nie mieliśmy stanów magazynowych ustalonych i po prostu było można zamówić wszystko w dowolnych ilościach, a my mieliśmy ograniczone ilości możliwości, żeby to wysłać i mama sama pakowała paczki, więc całą rodzinką w weekend się zbieraliśmy, żeby jej pomóc pakować i rozładować ten nadmiar. Więc to nam dało boost mocny i pokazało, że jednak musimy ograniczać stany i różne błędy musimy ogarnąć, bo jak zaczną rosnąć zamówienia to się z tego nie wygrzebiemy po prostu.
Mówiłeś, że w tamtym czasie nie było jeszcze tak wiele sklepów sprzedających żywność w internecie. No i tutaj pojawia się takie moje pytanie bo wchodzicie na rynek z nowym produktem i nie ma za bardzo takiego benchmarku, żeby sprawdzić, jak inni sobie to wyceniają. Jak podeszliście do kwestii wyceny i czy to od razu był proces taki trafiony w dziesiątkę, czy to wymagało później zmian?
Nie podeszliśmy do tego ani w żaden przemyślany sposób Szczególnie, ani też nie podeszliśmy do tego poprawnie, bo przez pierwszy rok tak naprawdę nie zarobiliśmy praktycznie nic.
Nie było tak, że nam nie było tak, że nam brakowało pieniędzy, bo ja dopalałem często budżet swoim swoimi pieniędzmi, które zarabiałem jako programista. Co prawda działało to tak, że za jakiś miesiąc, dwa mogłem sobie to zwrócić, bo nie działałem tak, że dokładałem i i zostawiałem to w ten sposób, tylko sobie to zwracałem. W każdym razie ja po prostu wrzuciłem jakąś marżę na na te produkty, którą sobie nie wiem nawet skąd wziąłem, nie doliczyłem, nie chciałem, żeby one były za drogie, bo wtedy nie znałem innych narzędzi na zachętę do zakupu niż cena, więc liczyłem na to, że ceną ściągniemy klientów. Mniej więcej popatrzyłem ile kosztują produkty w sklepach. Jakieś miałem w głowie swoje postrzeganie, ile taki produkt powinien kosztować. Swoją percepcję. Wtedy miałem całkiem inne podejście do życia i do kupowania jakościowych produktów i do zdrowia, więc to zaniżałem sam dla siebie w głowie. Nie uwzględniłem kompletnie zwrotów reklamacji ZUS u, jakichś kosztów, materiałów do pakowania, więc no nie kleiło się. Przez pierwsze, przez pierwszy rok na pewno, a przez drugi rok słabo i po prostu jak to jak to zauważyłem to zacząłem stopniowo podnosić ceny, a już tak konkretnie mogłem je podnieść w momencie, kiedy wprowadziliśmy nową markę.
Kolejna kwestia, o którą się chciałam Ciebie podpytać, to jest sprawa pakowania tych produktów. No bo to są produkty, które powiedzmy sobie szczerze, trochę żyją własnym życiem tam w środku, w tym zamkniętym słoiku. I mi czasami przypomina się, kiedyś był taki filmik. Pan wrzucił swoją białą kuchnię udekorowaną zakwasem z buraka na fioletowo. I tutaj pytanie czy zdarzają Wam się takie wiadomości od klientów, że zdarzył się dosyć niefortunny wypadek i jak podchodzicie po prostu do kwestii pakowania?
Znam ten filmik, dostałem go milion razy już niestety on zadziałał źle, dlatego, że sporo osób przyjęło do wiadomości, że zakwas buraka się tak zachowuje zawsze. I może już ostatnio rzadziej, ale kiedyś dostawaliśmy od czasu do czasu pytanie czy im zakwas nie zniszczy kuchni jak od nas zamówią, Albo że boją się bo inni. Więc. A tutaj też sprawa była taka, że zakwas zdarza mu się buzować, a my mamy sposób, że to buzowanie trochę uspokoiliśmy i kontrolujemy na tyle, ile jesteśmy w stanie. W każdym razie jak się go podgrzeje i jeszcze trzęsie, to on ma prawo się tak zachować po prostu. Ja śmiem twierdzić, że ten gość na filmiku może go kupił w jakimś markecie. Ciepło było, godzinę wracał stamtąd spacerem albo włożył do gorącego auta rozgrzanego i po prostu ten produkt tam się zachował. A jeszcze tamta butelka miała taki kapsel, który od razu trzeba pstryknąć i otworzyć. No i wtedy jest dopływ tlenu, taki intensywny. No i strzał się zdarzył. My mamy odkręcane, więc mówimy zawsze, żeby powoli odkręcać i schłodzone pić i nie wstrząsać przy pierwszym odkręceniu. Ewentualnie można później zakręcić i wstrząsnąć. Więc nie stało się tak nigdy, żeby komuś prysnęło na kuchnię aż tak bardzo. Mieliśmy kiedyś taki produkt eksperymentalny na bazie fermentowanego soku pomidorowego, który faktycznie prysnął komuś na sufit i wtedy się rozliczyliśmy z kimś za ten sufit. Ale tego produktu już nie ma, bo on był faktycznie nieokrzesany. A zakwas, który mamy w tym momencie, to już są sprawdzone produkty i zdarza się, że komuś po prostu wyleje się trochę z butelki, ale to wtedy polecamy otwierać nad miską i schłodzone i już coraz rzadziej się to zdarza. I o coś zapytałaś jeszcze, na co nie odpowiedziałem.
Kwestie pakowania, bo tak niesforne produkty wymagają jednak odpowiedniego zapakowania.
Tak to po tylu latach szlifujemy cały czas formę pakowania i stosujemy kratownicę do butelek, żeby się nie dotykały. Mimo to, że jest kratownica, to jeszcze każda butelka jest folią bąbelkową owinięta. Mieliśmy na początku trochę komentarzy na temat plastiku, że jest go za dużo i produkty są ekologiczne, a certyfikatu nie mamy, ale no są po prostu. Warzywa i tak dalej mają znamiona ekologicznych, a tutaj środowisko zanieczyszczamy, więc usunęliśmy ten plastik. Ale to nam wtedy zaczęło się więcej produktów i paczek tłuc, więc wróciliśmy, że trochę tego plastiku używamy. I oprócz tego jak jest w paczce w zamówieniu nie tylko butelki, ale też słoiki, to słoiki owijamy za nie w kratownicę, bo są różne rozmiary, więc zawsze folią bąbelkową zakrętkę jeszcze tak ściśle streczem, żeby nie wyciekało, jakby się okręciło, bo one mają tendencję czasem do tego są jeszcze potem tak zawinięte do foliopaku wrzucamy, żeby jak już coś wycieknie, to żeby karton nie mókł, bo zawsze klientom mówimy, że ma prawo trochę wyciec i to nie świadczy, że produkt się zepsuł i trzeba go zjeść w ciągu dwóch dni, tylko normalnie można go dokręcić, wstawić do lodówki. On jest długo dobry, bo to są niepasteryzowane i one po prostu mają taką specyfikę i klienci to już rozumieją w większości i po prostu szanują, bo wiedzą, że to sprawia, że produkt ma zdrowe bakterie, które wpływają na ich zdrowie. No i oprócz tego to wszystko. Jak już tak owijamy, to jeszcze wykładamy, wypełniamy takimi poszarpanymi kartonami i karton 5 warstwowy. I jeszcze żeby docierało w całości, to korzystamy z w sumie najdroższej formy dostawy przeznaczonej do żywności, czyli DPD Food, który dostarcza autem z chłodnią do 8 największych aglomeracji w Polsce, czyli tam gdzie możemy, a do pozostałych już wysyłamy standardowym kurierem.
No dobrze, to podsumowując tę naszą część rozmowy. Jakie masz rady dla osób, które chciałyby uruchomić swój biznes spożywczy w branży ecommerce?
Żeby wystartować najmniejszym kosztem? Tak jak ja to zrobiłem na stronie na Facebooku. To może coś na miarę tego. Teraz wiem, że można sobie zrobić po prostu stronę, kartę produktu. Nie trzeba całego sklepu konfigurować. Na przykład dzięki easy cartowi. To może w ten sposób? Albo na jakimś marketplace, żeby przetestować i sprawdzić jak to działa. Bo na początku zawsze sobie wyobrażamy w kolorowych, różowych scenariuszach nasz projekt, a później może wyjść inaczej. I jak przeznaczymy na to dużo czasu, pieniędzy i energii, to później jest smutno. Więc warto przetestować najniższym kosztem. Druga sprawa polecam skorzystać z pomocy ekspertów konsultantów w danych dziedzinach. Ja żałuję, że w pierwszym roku nie zaprosiłem do siebie kogoś od logistyki, kto by mi powiedział jak pakować, jak poukładać magazyn, jak procesy w sklepie internetowym poustawiać, żeby automatycznie się pewne rzeczy działy. A to by na pewno oszczędziło mi dużo pieniędzy, A w moich oczach taka usługa, która kosztowałaby niech będzie 500 zł czy 1000 zł była za droga. I miałem przeświadczenie, że przecież ja ogarnę razem, ogarniemy tutaj z mamą akurat wtedy. No i ogarnęliśmy, ale trwało to parę lat, a tak by pewnie potrwało parę miesięcy, więc te straty były większe. No i tak samo z innymi dziedzinami. Z e-commerce też bym kogoś do konsultacji zaprosił. Może z marketingu też i z tego by na pewno wyszło dużo fajnych podpowiedzi, które ja bym zastosował i oszczędziłoby mi błędów w przyszłości. Myślę, że to są główne takie rzeczy i ja bym polecał się skupić na social mediach od samego początku. Ja jestem szczęśliwy, że to zrobiłem i bo one nam dają dużą moc i po 6 latach konsekwentnego i systematycznego ich prowadzenia mamy tak naprawdę kontrolę nad docieraniem do klientów na niskim budżecie, bo tak byśmy musieli to oddać albo influencerom, albo adsom, albo jakimś portalom. A tak działamy na swoich zasadach.
Jak mówisz już o social mediach, Ty jesteś twarzą marki Kiszone specjały. I jak przeglądałam waszego Instagrama chociażby, powiem Ci, że robi się mega ciepło na serduchu, bo te treści są tak autentyczne, tak Twoje. I widać też, że bardzo duży nacisk stawiasz na te wartości rodzinne, bo nawet w zeszłym tygodniu. Wydaje mi się, że to było z okazji twoich urodzin, z poślizgiem wszystkiego najlepszego, wrzuciłeś filmiki ze swoimi dziadkami i jak to wpływa na budowanie tej waszej społeczności? Czy myślisz, że takie bycie autentycznym sprawia, że ludzie chętnie do Was wracają po kolejne produkty?
Zdecydowanie na pewno to wpływa pozytywnie. Po pierwsze pokazywanie twarzy nie tylko całej rodziny, ale mojej zwiększa zaufanie i łamie tą barierę między klientem, który nas nie zna a marką. Bo jak widzisz samo logo i sam produkt, to od razu widzisz, że ktoś chce Ci coś sprzedać i może się do tego przekonasz, a może nie. A jak widzisz, że ktoś to firmuje swoją twarzą? Dlatego tak influencerzy działają szczególnie tacy, których znamy i którym ufamy jakoś. To wtedy mówisz sobie no dobra, to nie znam tego, ale zamówię, bo ktoś ma odwagę, to ktoś to spróbował i ktoś ma odwagę to z twoją twarzą firmować, reklamować. Po drugie. Jak z czasem zauważyłem, że klienci doceniają bardzo to, że jesteśmy firmą rodzinną, że tato jest szefem produkcji i to są jego receptury i pasjonuję się tym. Mama zarządza logistyką u nas i tą wysyłką, wcześniej wysyłała ręcznie, teraz zarządza ekipą i taką obsługą klienta też. A ja tam po prostu występuję i zarządzam tym sklepem internetowym. Doszło do tego, że ludzie zaczęli mnie traktować jako specjalistę od kiszonek i od fermentacji, gdzie ja w ogóle nie jestem tutaj specjalistą. Tylko po prostu się nauczyłem o tym opowiadać, żeby tworzyć content. I bardziej się zajmuję e-commerce, marketingiem u nas i rozwojem tego biznesu. No i z czasem też chciałem trochę urozmaicić ten content, żeby żebym nie był tam tylko ja. Mama czasem chce, czasem nie chce występować, tato też. I gdzieś tam nie wiem, nagrałem babcię chyba. Tak przy okazji jakiegoś posiedzenia, bo obiad dobry zrobiła. I był taki ciepły odbiór. I okazało się, że babcia ma taką swobodę w mówieniu do kamery, że zacząłem ją nagrywać częściej. I teraz jak robimy jakieś kampanie konkretne pod jakieś święta czy okazje, to mamy zawsze zaplanowane, że ja muszę pojechać do babci i z nią nagrać, bo babcia dobrze sprzedaje.
Dobrze, ja myślę, że ten taki wizerunek babci pomaga.
No zdecydowanie babcia jest taka naturalna, zawsze uśmiechnięta, pozytywna. Sama wszystko gotuje, piecze, robi przetwory, więc jak ona opowiada o tych rzeczach, to to płynie prosto z serca, z uśmiechem. I też takie kulinarne daje jakieś tipy ciekawe. I ludzie się w tym dobrze czują. A babcia jest faktycznie taka, że życzy wszystkim dobrze i właśnie z takim sercem i ciepłem podchodzi i miłością. I ostatnio dużo takich komentarzy poleciało pod filmikiem, gdzie babcia coś się wypowiedziała, że ludzie lubią słuchać babci, bo od razu im się robi ciepło na serduszku i się tego miło słucha i fajnie się z nią czują. Dlatego myślę, że o to chodzi i marki powinny dążyć do tego, żeby ludzie nie tylko dowiedzieli się jakie korzyści produkt im da, ale też żeby się dobrze czuli po prostu przy contencie.
Co jest dla Ciebie taką największą miarą sukcesu działań w social mediach?
A to jest dobre pytanie, bo nie wiem czy jest taka największa. Największą są komentarze i zaangażowania. Nie, wiem. Największą są nieproszone pozytywne opinie w komentarzach. Bo jakby się rozwodzić to bym powiedział, o ,że zasięgi są super. W ostatnim roku mieliśmy 35 milionów zasięgów w naszych. Tylko i wyłącznie działania. Jeszcze influencerzy też coś podziałali. Wiem, że to się przekłada na ruch na stronie, bo mieliśmy też wzrost spory i 5,5 miliona wejść na stronę. Kliknij w Przejście na stronę też są fajnym czynnikiem. Myślę, że to wszystko razem, ale szczególnie te komentarze z pozytywnymi opiniami. Nawet pod sponsorowanymi reklamami. Ludzie potrafią pisać, że polecają, bo zamawiają regularnie i poprawia im zdrowie. A jak piszą na przykład, że mieli problem, żeby podnieść poziom żelaza, zaczęli pić zakwas i ferrytyna podniosła i żelazo, to już w ogóle się rozpływa.
Wspomniałeś o influencer marketingu i tutaj też pytanie czy planujecie to jakoś bardziej rozwijać, wchodzić w więcej współprac z influencerami? Czy na razie Ty pozostajesz główną twarzą kiszonych specjałów?
Ja jeszcze pozostaję główną twarzą i będę, ale zamierzamy ze wsparcia influencerów korzystać coraz szerzej.
Chciałabym Cię zapytać o rozwój waszej oferty, bo zaczynaliście od ośmiu produktów, jeśli dobrze pamiętam. I pytanie jak decydujecie o tym, jakie produkty wchodzą do sklepu i czy też uwzględniacie tutaj opinie i zdanie Waszych klientów?
Ostatnio długo nie decydowaliśmy, bo nam się skończyło miejsce i wręcz raczej ucinamy produkty. Aczkolwiek na początku sporo rozwijaliśmy, bo zaczęliśmy z ośmioma produktami, a teraz mamy ich około 80- 70. Z czasem po prostu, nie planowaliśmy nawet po tych ośmiu dorzucać wielu nowych produktów, ale klienci w komentarzach zaczęli pytać o, taki kojarzę komentarz z pierwszego roku dosłownie działania, że. zróbcie kimchi. Bo jak wy byście zrobili kimchi to byłby sztos. Coś w tym stylu. Ja wtedy mówię do taty dawaj, zrób kimchi. A on mówi A co to jest? A ja mówię nie wiem. I powiedział, że nie zrobi. Ja na początku gdzieś znalazłem kimchi, ktoś inny robił. I był taki moment, że jak ktoś dla nas kisił warzywa, jak tato nie miał na to możliwości i przestrzeni. A później to już zaczęliśmy robić sami. W każdym razie oprócz kimchi ludzie zapytali o kalafiora, o rzodkiewkę i te wszystkie produkty poukładaliśmy. Teraz dalej sugerują nam w komentarzach czasem jakiś kiszony bób albo kiszonego arbuza na przykład, żeby chcieli. No albo kimchi z buraka. Jakieś takie rzeczy kojarzę. No ale niestety nie mamy na to miejsca, a chcielibyśmy mieć ciekawe rzeczy też i zmieniać trochę tą ofertę, ale nie jest to takie proste w takiej produkcyjnej firmie i szczególnie jak się zwiększa trochę skala. A jak sami wymyślamy, to po prostu. Na przykład z kombuczą była taka sytuacja, że latem nam zawsze spadała sprzedaż i musieliśmy coś wymyślić na lato i kombinowaliśmy różne rzeczy, a chcemy się kręcić wokół żywności fermentowanej. I gdzieś w sklepie znalazłem kombuchę, przeczytałem, że to ferment herbata. Powiedziałem tacie zrób, a on znowu, że co to jest herbata? A może nie zrobi, bo nie wie co to. Ale jakoś tam w końcu go namówiłem i zrobił. No i teraz nam trochę faktycznie to lato kombucha ratuje. I tak jakoś to działa, że po prostu jak znajdujemy pomysł na coś fermentowanego albo tato coś sobie protestuje, pomiesza w słoikach w domu i mu faktycznie kliknie, że mu smakuje. On ma taki smak, że faktycznie jak mu przypasuje jakiś produkt, to to wychodzi dobry i wtedy decyduje, że wdraża i wdrażamy.
Jesteście również dostępni w sklepach stacjonarnych i ja tutaj chciałam się Ciebie podpytać, jak wyglądał ten proces przechodzenia z internetu właśnie do takich dużych sieci.
Wyglądał tak, że od początku dostarczaliśmy do sklepów stacjonarnych, takich ze zdrową żywnością i warzywniaków. Różnych. Ja po prostu bawiłem się przedstawiciela handlowego przez pierwsze lata, a później uznałem, że jednak mój czas poświęcony na tworzenie contentu i na szlifowanie e-commerce’u będzie lepiej się zwróci po prostu. I nie muszę dźwigać skrzynek, jeździć w zimnie i dyskutować z paniami kierowniczkami w sklepie dlaczego moje produkty są lepsze niż te, które one mają od 15 lat od pana Kazia z okolicy. I dlatego to trochę odpuściłem. Aczkolwiek jakoś tam żyje nam nadal ta sprzedaż B2B hurtowa. W każdym razie to nie było żadnego procesu, tylko to było takie założenie od początku. I to była ścieżka, którą znał tato, bo on od 30 lat pracując w hurcie, tylko i wyłącznie widział taką możliwość sprzedaży i to na większą skalę. Tylko uważał, że możemy trafiać do sieci handlowych albo do hurtowni, albo do dużych sklepów, albo być na giełdzie. Ja na początku przecierałem mocno szlaki, a w międzyczasie ten sklep internetowy robiłem i tak naprawdę nie wierzyliśmy w niego na początku, że on tak nam zadziała i taką sprzedaż może przynieść i to jeszcze na większej marży i na naszych warunkach. Więc cieszę się, że to w tą stronę poszło. A w pewnym momencie po prostu zacząłem rozmawiać z sieciami handlowymi. To też moje programistyczne doświadczenia tutaj pomogły i chyba to jest największy ich impact, że po prostu wiedziałem gdzie i jak szukać kontaktów do ludzi i znalazłem do zakupowców z chyba nawet wszystkich sieci handlowych i się odezwałem do nich wszystkich. No i z kilkoma rozmowy zaczęły się toczyć. A z Carrefourem te rozmowy zostały dopięte i współpracujemy od chyba już trzech lat z Carrefourem.
A który kanał w tej chwili sklep online? Czy te sklepy stacjonarne generują dla Was większy przychód?
Sklep online, zdecydowanie, 85%.
Jak wyglądało przejście z takiego małego, trzyosobowego zespołu do zbudowania zdecydowanie większej firmy? I czy ta decyzja o tym, że trzeba zatrudnić nowych ludzi, była dla was trudna? Bo mam takie poczucie, że jak się prowadzi swój biznes rodzinny, wkładasz w to całe swoje serce i masz na to swoją wizję, a Dołączają nowe osoby do zespołu, które też mają swoje pomysły. To często jest trudno przekazać pałeczkę, a też wiadomo, że przy takiej skali nie możesz mieć kontroli nad wszystkim sam.
Tak, to prawda, nie jest to proste. Pierwsze osoby, które zatrudniliśmy były typowo do operacyjnych spraw, czyli do produkowania albo do wysyłania paczek. I tutaj jeśli chodzi o produkcję, to tato od początku wiedział, że będzie potrzebował najpierw jedną osobę, potem kolejne. Po prostu kreował sobie w głowie te stanowiska, w których widział, że jest wąskie gardło i te osoby, które są obecnie, już się nie wyrabiają. Z drugiej strony w magazynie to samo. Tak naprawdę im większa ilość paczek się pojawiała i wzrastała. Ile zamówień to były potrzebne kolejne osoby do realizacji tych zamówień. Z czasem ja tworząc ten sklep internetowy i go rozwijając przez chyba trzy lata ponad, robiłem to sam i ewentualnie posiłkowałem się albo jakimś freelancerem od SEO. Też freelancerem od SEO, konsultantem do rozwoju e-commerce, który mi pomógł bardzo sklep postawić i go później rozwijać. Ale to były takie interwencyjne raczej współprace, a nie, że on był na stałe, a raczej mnie nauczył wszystkiego. No i w pewnym momencie się zorientowałem, że jest sufit już możliwości, że prowadząc firmę i muszę robić rzeczy związane z administracją, z fakturami, kontaktem z klientem to plan marketingowy, który miałem, czyli jakiś mailing, regularny newsletter z content w social mediach kilka razy w tygodniu i jeszcze inne rzeczy, odpowiadanie na wiadomości klientom, na maile i na komentarze to po prostu ten mój plan contentowy, mailingowy się nie realizował, bo się nie wyrabiałem. Miałem też z jazdy czasem energii albo jakieś stresy i było widać po prostu, że kiedy ja jestem systematyczny i mam flow to sprzedaż jest, a jak nie mam to nie ma spada. I wtedy uznałem, że jest potrzebna osoba, która będzie mnie w tym wspierała I zatrudniłem Kornelię, która do tej pory wspiera mnie i zarządza social mediami i też wieloma e-commerceowymi sprawami w sklepie internetowym. Więc we dwójkę działaliśmy długo i sobie razem zbudowaliśmy strategię i plan na każdy rok i każdy miesiąc. I po prostu ja dowożę content filmowy, a ona go obrabia i publikuje i tworzy też graficzne i mailingi. A od niedawna dołączyła do nas Natalia, która była u Was też na podcaście rozmawiać i zarządza u nas głównie komunikacją z klientem i marketing automation. Tym naszym newsletterem i też super. Wymyślamy razem wszyscy już teraz pomysły na akcje marketingowe.
A skoro mowa o marketing automation, to nie mogę Cię nie zaczepić też o ten temat. Na jakim etapie rozwoju zdecydowaliście się na wdrożenie tego narzędzia i jak to usprawnia Waszą codzienną pracę?
Na etapie rozwoju jakiego to było to nie pamiętam. Wydaje mi się, że dwa lata temu mniej więcej. Chyba tak. Dwa lata temu, albo może trochę więcej, około tego czasu, jak Kornelia dołączała i jak usprawnia naszą pracę. No tak, że super jest opcją generalnie, że można sobie segmentować klientów, skonfigurować maile, które się wysyłają do tych klientów, same, porobić szablony i poustawiać różne ścieżki. Wcześniej tego nie robiliśmy, więc po prostu nie odzyskaliśmy klientów, którzy zarejestrowali się i nie zamówili albo chcieli zamówić, a zapomnieli, zostawili koszyk i porzucili, albo którzy zamówili i przestali zamawiać po jakimś czasie. Więc bardzo to pomaga. Plus szablony do maili, do tych newsletterów, które wysyłamy regularnie też fajnie, że nie trzeba tego jakoś sobie kopiować albo tworzyć od zera za każdym razem. Więc no myślę, że i tak nie wykorzystywaliśmy tego od początku, bo ja po prostu coś tam, co mi zasugerowano w pierwszym narzędziu, które z którego korzystaliśmy, to wdrożyłem i też bez żadnego, żadnego doświadczenia w tych tematach po omacku. Z czasem to się rozwijało. Później Kornela to przejęła i rozwijała, robiła więcej ścieżek. Teraz Natalka, która ma duże doświadczenie, już porobiła to myślę, że bardzo obszernie.
A ze swojego doświadczenia, które scenariusze automatyzacji poleciłbyś początkującym sklepom internetowym, które też zaczynają dopiero swoją przygodę z marketing automation?
Szczególnie to, co wymieniłem właśnie, czyli klient się zarejestrował i nie złożył zamówienia, Klient zostawił koszyk bez zamówienia, klient zamówił i minęło załóżmy 30 dni. Nie złożył ponownego zamówienia. Tutaj trzeba by sobie sprawdzić średnią, średni czas ponownego zamówienia i wysyłać tego maila właśnie w okolicy tego czasu. I myślę, że też ważnym mailem jest. Jest taka sekwencja onboardingowa. To nie jeden mail, tylko sekwencja przy złożeniu pierwszego zamówienia. U nas to jest taka ścieżka, gdzie mówimy klientowi do czego używać produkty, jakich używać, na co one mogą pomóc, tak, żeby wiedział doskonale jak je przechowywać, żeby takie podstawowe informacje dostał i wiedział jak z nich korzystać.
Czyli stawiacie na edukację klientów?
Tak, zdecydowanie. I edukację, i inspiracje, bo też podsuwamy często przepisy dań, do których można wykorzystać produkty albo dajemy jakieś rytuały, żeby pić właśnie regularnie przed śniadaniem i żeby na odporność działało.
Czyli kiszone specjały są takim dietetykiem trochę dla nowych klientów?
Tak. Powiem szczerze, że trochę od początku stawialiśmy na to, żeby wskazywać prozdrowotne właściwości, bo te produkty mają ich sporo i uważam, że nadal są niedoceniane. Robiąc to, zauważyłem też, że klienci na to faktycznie zwracają uwagę. I wtedy też się zaczął ten trend zdrowotny, a ja na początku miałem średnią wiedzę na ten temat, więc zacząłem się edukować po to, żeby content przygotowywać i robiłem research. I co ciekawe, ja sam się skołczowałem mówiąc to do ludzi. Zauważyłem w pewnym momencie zgrzyt, że ja mówię ludziom rzeczy, których ja sam nie robię, więc się źle z tym czułem i jakoś tak automatycznie zacząłem lepiej się odżywiać i lepiej się prowadzić. Generalnie.
No w sumie solidna reprezentacja marki w takim razie.
No tak. No i faktycznie też widać, że jak dietetycy mówią o naszych produktach, bo często właśnie jak mówimy o influencerach, to często to są dietetycy. No to to działa, że faktycznie ludzie z poleceń dietetyków korzystają. Sporo dietetyków też w swoich zaleceniach jak swoim podopiecznym wysyłają, to jest link do naszego sklepu. Często nawet się o tym dowiaduje, a nie znamy się z tym dietetykiem ani nie współpracujemy. Więc miło, że mamy taki odbiór wśród dietetyków, że nasze kiszoneczki mogą wspierać diety ich pacjentów.
Ja myślę, że to świadczy tylko i wyłącznie o ogromnej wartości i jakości Waszych produktów. I to na pewno też jest duża satysfakcja, że ta wieść tak się niesie i że produkty, które kiedyś jeszcze robił Twój dziadek, teraz są polecane w internecie.
No to jest miłe bardzo.
Bartek, ja jeszcze chciałam się Ciebie podpytać o Twoją drugą działalność, czyli Ptaki latają kluczem. Gdybyś mógł troszkę więcej o nim opowiedzieć?
To jest taki projekt, który ja wymyśliłem po tym, jak zaproszono mnie na pierwsze dwie konferencje i opowiedziałem po prostu o tym, jak budujemy społeczność w mediach społecznościowych. Po drugie, na drugiej konferencji pamiętam, że temat prezentacji brzmiał Jak zbudować społeczność wokół marki liczącą ponad 180 tysięcy osób, która kupi nawet kiszonki. I ja tam po prostu opowiadałem. Co ciekawe, wtedy było 180 tysięcy, teraz już jest ponad 230 tysięcy, a to minął niecały rok, więc fajnie nam rośnie. A po konferencji ludzie zaczęli do mnie podchodzić i mnie pytać o rzeczy. Czy ja się nie wstydzę nagrywać do kamery? Czy nie miałem oporów? Czy nie bałem się hejtu? Jak my tworzymy kontent? Ile osób się tym zajmuje i jak to robić generalnie. I wyszło mi, że ja lubię o tym mówić. Lubię też ludzi wspierać i popychać do działania. Lubię ambitnych ludzi, którzy robią ciekawe, robią ciekawe rzeczy i rozkminiałem jak pójść w tym kierunku. A druga sprawa chciałem też trochę odkleić się od tej łatki, że ja jestem pan Kiszonka, bo tak wiele osób mnie nazywało i na takich wywiadach jak z Tobą dostawałem pytania, które warzywa można kisić, a których nie można kisić, albo jakie są procesy fermentacji, jakie są rodzaje. I wiele się nauczyłem odpowiadać na te pytania, ale to jest konik mojego taty i jego specjalizacja. I ja się w to nie wtrącam. I ja nie potrzebuję być specjalistą od tych technologicznych spraw producenckich. A ja się specjalizuję i jaram technologią e-commerce, marketingiem, internetem. Więc mówię zacznę o tym mówić ze swoich profili osobistych na Instagramie czy na LinkedInie. I zacząłem trochę mówić. Byłem na tych paru konferencjach i zacząłem sobie kombinować, co ja mogę robić, żeby ludziom też trochę pomagać, bo faktycznie widzę, że jest i mentalny. Mentalna blokada u ludzi przed tworzeniem contentu. Mówią, żeby chcieli sprzedawać, ale im to średnio idzie i też do końca nie wiedzą, jak to działają algorytmy, instagramy. I często jest taka wymówka, że innym to działa, bo oni kupili followersów i kupili zasięgi. A tak naprawdę to za darmo się nie da zrobić. A my zrobiliśmy za darmo i jednak się da. Więc jak się nie zwala na czynniki zewnętrzne i po prostu się znajdzie rozwiązania, które działają. To to działa. Więc zacząłem kombinować, jak to zrobić. No i pierwszy pomysł to żeby zrobić platformy z kursami i zrobić taki kurs. Na przykład robienia rolek, które sprzedają, robienia virali albo sklepu internetowego. Ale doszedłem do wniosku, że to mnie do końca nie jara, żeby zrobić to i puścić, tylko na tym zarobić, bo duża część ludzi kupuje kursy i z nich nie korzysta. A mi zależy faktycznie, żeby ludzie mieli wyniki, a nie tylko żeby kupili i zapomnieli. I żebym ja skasował pieniądze. Więc wpadłem na warsztaty na jednej konferencji, gdzie Michał Gutkowski, z którym teraz się przyjaźnimy i pozdrawiam serdecznie, mówił o społecznościach subskrypcyjnych, że on kilka prowadzi i to jest coś, gdzie jest ta edukacja i jest też kontakt z ludźmi i jest też motywowanie ich. Jest też wspólny network i nakręcanie się wzajemnie do działania. A założyciel prowadzi tych ludzi według swojego wymyślonego schematu. I są też eksperci, którzy wspierają z dziedzin, w których ja nie jestem ekspertem. No i to mi super kliknęło. Mówię chcę to. I pogadałem z Michałem. Zrobiłem też mentoring u Magdy Szwedowicz, która też jest wymiataczką, jeśli chodzi o odpalanie produktów elektronicznych i budowanie marki osobistej i zbudowała ze mną strategię moją marki osobistej i tego projektu. No i wystartowały Ptaki latają kluczem. W zeszłym roku w koło września, gdzie po prostu to jest na komunikatorze zamknięta społeczność, płatna z miesięczną subskrypcją, gdzie razem sobie rozmawiamy na co dzień, na bieżąco. Oprócz tego mamy kilka spotkań w miesiącu, na których jest albo merytoryka, albo takie spotkanie focus session, na którym się zwalniamy z włączoną kamerką, ale z wyłączonymi mikrofonami, bo badania pokazują, że wtedy czujemy jakbyśmy pracowali z tą drugą osobą, która jest na kamerce. I to zwiększa produktywność, zmniejsza multitasking i rozpraszanie się. I stacjonarne spotkania mamy też raz na parę miesięcy, gdzie akurat tutaj wyszło, że ja to mówię, mówię o tej społeczności, że pomagam małym przedsiębiorcom rozwijać firmy z sercem, bez stresu i chaosu, żeby dążyć do wolności. I dzięki temu trafiłem w takie osoby, które chcą się widywać, są ze sobą rozmawiać, chcą robić te rzeczy faktycznie z serduchem i robią produkty, które są bliskie ich sercu, ich pasjom, ich misji, takiej życiowej, a nie tylko właśnie dla samej sprzedaży. I dlatego takie osoby lubią się widywać i spotykać i same same nawołują o to, żebyśmy się stacjonarnie spotykali, a nie tylko przez internet. No i tyle w tym momencie jest. Było nas ponad 50 osób. W tym momencie parę osób odpadło. Projekt jest nadal jeszcze rozwijany i na wczesnym etapie, więc jest ponad 40 osób. To i tak z tego co mi Michał powiedział, który taki społeczności zakładał trochę i pomagał zakładać, że otwarcie było rekordowe, dołączyło 20 parę osób na start płatnych i że to w jego z jego doświadczenia było rekordowe. Więc to mi się podoba bardzo i bardzo dużo też w międzyczasie było pozytywnych komentarzy i wiadomości od członków, że mieli na przykład blokadę z tym, żeby wystartować. Nie wiem, jakiś tam syndrom oszusta się pojawiał i ktoś. My od razu mówimy, żeby w takich momentach pisać i pisać po prostu swoje przemyślenia, jak się czuje, co myśli w tym momencie. I wtedy lawina komentarzy jest wiadomości od członków, że dawaj, dasz radę. To są tylko myśli i każdy z nas to miał. Weź sobie jakiś tam najmniejszy pierwszy krok zrób i później to pójdzie. I dawaj znać. Jakbyś się z czymś odblokowała to my pomożemy. A nawet jak coś to członek pisze daj mi znać. Możemy się zadzwonić na calla i razem rozpykać ten problem. I oni potem działają. To jest to. Daje mega drive do działania.
To brzmi jak super wsparcie, bo wielu przedsiębiorców, zwłaszcza którzy sami prowadzą swoje działalności, nie mają takiej pomocy, nie mają takiego wsparcia. I wydaje mi się, że to osamotnienie bardzo wpływa na to, że ludzie rezygnują po prostu z prowadzenia swojego biznesu.
To prawda. Plus jak nawet już zaczniesz i robisz rzeczy i nie wiesz, co zrobić, na przykład, żeby pozyskiwać klientów w social mediach, to zaczynasz gdzieś błądzić po internecie, szukać jakichś informacji. Tych informacji jest milion ostatnimi czasy, albo po jakichś profilach w social mediach. A tutaj wystarczy zapytać albo wystarczy wejść na naszą listę materiałów, które już są teraz gotowe przejrzeć, czy już to było poruszone. A jak nie ma, to pytasz i w chwilę ci kilka osób odpowiada. Jak potrzebujesz kontaktu do dobrego prawnika, który robi specjalistyczną rzecz jakąś i trudno go znaleźć normalnie, typu nie wiem, sprzedaż do Wielkiej Brytanii to piszesz i też ktoś prawdopodobnie kogoś takiego zna i w moment odpowiada. Więc ja uważam, że jest mega siła w takiej społeczności, która Cię popycha do działania i która Ci od ręki daje odpowiedzi na pytania, za które albo normalnie trzeba płacić i to duże pieniądze, albo trzeba dużo czasu poświęcić, żeby to zdobyć. A tutaj to kosztuje ponad 100 zł, więc dostęp miesięczny, więc uważam, że nie jest trudno, żeby to się zwróciło.
A w jaki sposób można do tej społeczności dołączyć? Wystarczy do Ciebie napisać, czy macie jakiś specjalny nabór.
Mamy nabory od czasu do czasu. Na razie był pierwszy, miał być w styczniu drugi, ale ze względu na to, że jest tam dużo jeszcze elementów do rozbudowania, które obiecałem i które chcę dowieźć zanim się skupię na kolejnej akcji z otwartym dostępem, bo to też pochłania i jest kilka tygodni wycięte, to muszę to po prostu doprowadzić do takiego stanu, że jak kolejne obecne osoby, które już są, będą się czuły zaopiekowane, a kolejne, które dołączą, dostaną, dołączą już do takiej społeczności platformy, w której są rzeczy, które im się przydadzą i od ręki mogą z nich korzystać. Więc tak naprawdę najlepiej do mnie napisać teraz i ja dam znać, jak można dołączyć do listy oczekujących. A na przykład na Instagramie Jurga Bartek albo na LinkedInie Bartosz Jurga. A myślę, że w ciągu dwóch, trzech miesięcy będzie można dołączać.
Czyli dzisiaj jest 27 stycznia, jak nagrywamy o 11.11. Pozdrowienia dla Natalki, bo Natalka lubi zauważać takie urodziny godziny. To myślę, że do marca-kwietnia będzie można dołączyć do nas.
Bartek, czy na koniec naszej rozmowy masz jakiś taki ostatni zestaw rad dla osób zaczynających swoją przygodę z biznesem w e-commerce?
Myślę, że wiesz co ostatnio mi się pojawiło powiadomienie na Instagramie. Gratulacje! Publikowałeś bez przerwy przez ostatnie 219 tygodni. I wiesz, ludzie pytają często o jakieś złote środki, narzędzia. Wiesz, takiego złotego Graala sukcesu. A tym złotym graalem jest konsekwencja po prostu. I stałe testowanie, analizowanie, wyciąganie wniosków i poprawianie rzeczy, które nie działają. I myślę, że ja nie miałem żadnego doświadczenia w prowadzeniu sklepu internetowego. Uczyłem się wszystkiego od zera i pytałem mądrych ludzi mądrzejszych od siebie w międzyczasie. Więc. Tu już były chyba podpowiedzi. Po pierwsze, żeby testować, analizować, wyciągać wnioski i poprawiać. Po drugie, żeby się nie zniechęcać i działać konsekwentnie, usuwać te rzeczy, które nie działają, a robić więcej. I to naprawdę skupić się bardzo mocno na tych rzeczach, które działają, na tych produktach, które sprzedają. Bo tutaj metoda Pareto bardzo działa, że 20% działań, czy produktów robi 80% sprzedaży. No i naprawdę pytać ludzi mądrzejszych od siebie, rozmawiać z nimi, płacić im za konsultacje. Nawet tacy ludzie za darmo trochę pomogą jak im do nich podejdziemy normalnie i ich zapytamy, albo na jakimś Instagramie, LinkedInie czy na konferencji. Ja chętnie odpowiadam na pytania, jak ktoś mi je zadaje, więc zapraszam. Dobrze też jest się wgryźć w społeczności swoje branżowe albo e-commerce’owe, albo załóżmy spożywcze. U mnie, u innych to mogą być jakieś kosmetyczne, czy może produkty cyfrowe. Więc warto zaobserwować takie osoby, które mówią mądre rzeczy w tych tematach w różnych mediach typu Instagram czy czy LinkedIn, czy jakieś YouTube i słuchać ich i zagranicznych też. Ja na przykład myślałem, że w mojej branży LinkedIn nie działa i się okazało, że że nieprawda, że e-commerce jest super i marketing jest tam super rozwinięty i spożywcza branża też tam jednak jest. To mnie w ogóle zaskoczyło, bo myślałem, że to jednak technologia. Tam mało istnieje. No i róbcie social media i się nie cykajcie. Do kamery mówić o swoich osobistych sprawach, przemyśleniach, emocjach, uczuciach w danym momencie. Bo to jest coś, co nam dało największą dźwignię. Bez social mediów byśmy nie istnieli. Bez tak autentycznie i z serducha i osobowo prowadzonych social mediów zgodnie z naszymi wartościami. Byśmy nie mieli po pierwsze tylu klientów, tylu klientów by nie wracało, tylu klientów by nie zostawiało tak ciepłych opinii i tylu klientów, by nie wybaczyło nam wielu fakapów, które po drodze poczyniliśmy i potłuczonych paczek i braków w zamówieniu. I nawet zdarzyło nam się nie wysłać komuś paczki albo wysłać na krzyż, czyli do jednego klienta nie jego zamówienie, a do drugiego zamówienie tego drugiego, bo gdzieś na stole się pomieszały zamówienia i klienci. Oczywiście zdarzają się tacy, co podchodzą do tego agresywnie, ale rzadko. A najczęściej to jest telefon, że cześć, słuchajcie, ja wiem, że to nie wasza wina i nie dzwonię z pretensjami, tylko po prostu pomóżcie mi rozwiązać problem co mam zrobić, bo wydarzyło się X i to jest mega miłe I myślę, że bez pokazywania tych twarzy i też trudności, bo pokazujemy i wzloty i upadki, to ludzie po prostu wiedzą, że tutaj po drugiej stronie też są ludzie i nie są idealni.
Czyli podsumowaniem naszej rozmowy to jest po prostu autentyczność jest kluczem do sukcesu?
Tak. I najłatwiej ją jest, myślę, że pokazać w social mediach, a w tych czasach jeszcze to będzie bardziej się wyróżniało, bo będzie już jest dużo generowanego contentu przez AI, takiego, który jak przeczytasz to wiesz, że to jest AI. Albo jak usłyszysz jak ktoś recytuje scenariusz wygenerowany AI, to ja już to widzę. Jak już wideo jest generowane przez AI, też to widać. Będzie to coraz lepsze, ale nadal myślę, że jak ktoś będzie mówił swoim językiem, a to jest ciekawe też, że ostatnio popularne się zrobiły osoby, które mają swoje akcenty jakieś albo wady wymowy. Nie wiem czy zauważyłeś, na TikToku jest taki pan babcia albo synek ze Śląska i oni we dwóch nagrywają, a oni mówią swoją śląską gwarą. I oni mają astronomiczne zasięgi, są specyficznymi osobami. Albo jeszcze jeden taki był, ale nie pamiętam jak tamten. W każdym razie ja nie podrobię takiego czegoś. Więc ja zachęcam. A my często mamy taką potrzebę zrobienia perfekcyjnie, mówienia bardzo wyraźnie, mówienia idealnymi słowami, elokwentnie, a to jest takie cukierkowe. I według mnie to już się przestaje sprzedawać i robi barierę między odbiorcą a markom, więc jednak zachęcam do bycia autentycznym, bycia sobą, robienia błędów i wyróżniania się w ten sposób.
Super Bartek, bardzo dziękuję Ci za dzisiejszą rozmowę. Mocno trzymam kciuki za Ciebie i za rozwój kiszonych specjałów i Ptaki latają kluczem. Bardzo było miło Cię poznać.
Dzięki. Dzięki bardzo za rozmowę i za wysłuchanie jak ktoś dobrnął do tego momentu. Jak ktoś ma ochotę to zapraszam do ptaków. Jak ktoś ma ochotę to zapraszam na kiszone specjały .pl, bo warto jeść kiszoneczki.
Dzięki.
Dzięki, dzięki.
Historia kiszonych specjałów pokazuje, że nawet te niszowe i nieoczywiste produkty mają szansę odnieść sukces w e-commerce, jeśli tylko stoi za nimi autentyczność, konsekwencja i bardzo dobre słuchanie swojej społeczności. Ja ze swojej strony Zachęcam Was do obserwowania Bartka i Ptaki latają kluczem, ponieważ jestem przekonana, że zarówno Bartek, jak i społeczność, którą tworzy mają szansę zdziałać wiele dobrego w polskim biznesie i w polskim e-commerce. Linki znajdziecie w opisie. Zachęcam Was również do posłuchania odcinka z Natalią Śmiłowską z kiszonych specjałów, do którego link również zostawię w opisie, a z którego dowiecie się troszkę więcej o wykorzystaniu Marketing automation i edrone w kiszonych specjałach. Ja ze swojej strony się żegnam i mam nadzieję, że do usłyszenia niedługo. Hej!
O prowadzącym
Marta Jabłońska
Z wykształcenia dziennikarka i specjalistka od komunikacji. Swoją karierę konsekwentnie buduje na pracy ze słowem. Pierwsze kroki w karierze stawiała w Public Relations, pisząc dziesiątki materiałów prasowych dla agencji takich jak Team Lewis czy Grayling. Od kilku lat rozwija swoje umiejętności w marketingu, tworząc wszelkiego rodzaju treści — od kampanii SMS, przez newslettery po obszerne artykuły eksperckie. W edrone, jako Senior Content Designer, wykorzystuje swoje lekkie pióro do dzielenia się wiedzą z właścicielami sklepów internetowych, pokazując nowe trendy i możliwe kierunki rozwoju e-commerce. LinkedIn